Moje życie może i nie przypomina bajki jak u tych wszystkich słitaśnych księżniczek,które nic innego nie robią tylko maślane oczka do swoich księciów,którzy potem z nimi współżyją a one potem odmóżdżone gotują bachorom zupki i ucierają im kupki a męzulkom dawają doopki… Mimo,że w moim życiu jest jak jest-czuję się szczęśliwa mimo to jak jest.
Proces się zaczął? Wszyscy przeciwko? Ja nie jestem shmatta borderline aby bać się odrzucania czy aby obawiać się tego co powiedzą o mnie inni. Chciałabym móc być sobą i nikogo nie udawać do końca swoich dni.
Jest taki utwór,w którym to śpiewają:
„I nawet kiedy będę sam.
Nie zmienię się.
To nie mój świat.
Przede mną droga,którą znam i,którą ja…wybrałem sam(…)”.

